Powrót

Kolumb na rowerze

Kolumb na rowerze

Kiedy kończy się sezon rowerowy? Dobre, godne filozofów pytanie, ale odpowiedź na nie jest tak prosta, jak jazda na rowerze. Otóż sezon rowerowy nigdy się nie kończy – odpowiedzą chórem wszyscy, którzy kochają jazdę! Bo nawet jeśli skończyło się lato (czyli teoretycznie dobiegł końca sezon kolarski), to znaczy, że właśnie zaczęła się jesienna odsłona rowerowania. Rower, jesień, góry – jeśli ktoś zna lepsze połączenie, proszę podnieść rękę i przycisnąć przycisk!? Nie widać rąk w górze, a to oznacza, że możemy ruszać.

Velo Dunajec, to jedyny fragment Velo Małopolska na Sądecczyźnie, który doczekał się własnej nazwy. Trzeba docenić to wyróżnienie. Kawałek dalej, gdzieś w okolicach Krościenka, Dunajec kojarzy nam się raczej ze słynnym flisackim spływem, a w okolicach Wietrznic ze slalomem zwinnymi górskimi kajakami. Na szczęście ktoś przytomnie zauważył, że wzdłuż tej majestatycznej i dumnej rzeki idealnie byłoby przejechać rowerem. Oczywiście w tym momencie wkraczamy na grząski i niepewny grunt, czy to aby przełom Dunajca jest najpiękniejszą trasą rowerową w tej części Małopolski, bo nie mniej liczni zakrzykną, że to Dolina Popradu jest atrakcyjniejsza. Nie będziemy tu jednak wchodzić w kompetencje jury konkursu piękności. Naszą rzeczą jest czerpać jak najwięcej frajdy z jazdy rowerem po najatrakcyjniejszych zakątkach Małopolski, a nie wykłócać się, która trasa fajniejsza. Małopolska jest tak piękna i urozmaicona krajobrazowo, że najlepiej przekonać się o tym osobiście i przejechać wszystkich odcinki Velo Małopolska. Ale to dopiero w przyszłym roku. Trasy Velo Małopolska posiadają jedną, bardzo ważną cechę, o której do tej pory nie wspomnieliśmy ani słowem.

VeloDunajec

Otóż z Velo Małopolska jest trochę jak z Księżycem. Dotychczas znaliśmy wiele miejsc tylko z jednej strony – tej widzianej z okien samochodu albo pociągu. Teraz będziemy przejeżdżać niby przez te same miejscowości, kolejne gminy i powiaty, ale będą wyglądały zupełnie inaczej. Takich ich nie znaliśmy. Odkrywamy Małopolskę na nowo: rowerem! Bo świat – proszę Państwa – jawił nam się będzie całkiem innym z siodełka roweru, a potwierdzi to każdy średnio doświadczony cyklista. I nagle, zupełnie niespodziewanie, doznamy olśnienia, w jak pięknym miejscu żyjemy. No, ale; żeby dokonać tego odkrycia na miarę Kolumba, najpierw musimy zadać sobie odrobinę fatygi i przejechać Velo Małopolska.

Tak też będzie na Velo Dunajec. No cóż – Dolinę Dunajca niby znamy, niby jechaliśmy tędy mniejszą lub większą ilość razy, ale samochodem, trochę jak koń dorożkarski, widząc ledwie tyle, na ile nam droga i zbyt duża prędkość naszego wypasionego samochodu pozwalały. Rowerem otrzemy się o nadbrzeżne krzaki, przejedziemy przez podwórko gospodarza, o istnieniu którego dotychczas mieliśmy tak mgliste wyobrażenie, jak o życiu na Marsie. Z jednej strony rzeka z bystrym nurtem, z drugiej góry, a pośrodku my i bezpieczna ścieżka rowerowa, która da nam absolutny komfort odseparowania się od ruchliwej szosy, po której nawet zawodowi kolarze nie bardzo lubią jeździć. No i – zgodnie z zasadą Euro Velo – nie będą nas tu czekać zbyt strome podjazdy. No chyba, że na własne życzenie zboczymy na chwilę z trasy.

Najciekawszy odcinek Velo-Dunajec zapowiada się w gminie Łącko i Podegrodzie, zanim w okolicach Starego Sącza trasa ta połączy się z drugą nitką Velo Małopolska, by dalej biec nadrzecznymi wałami w kierunku Nowego Sącza. Wójt Łącka Jan Dziedzina zapowiada na trasie liczne atrakcje mające ułatwić życie cyklistom. I tylko jedna uwaga – nawet w chłodne dni, nie należy do bidonu wlewać lokalnego łąckiego przysmaku ze śliwek, bo on zgodnie z legendą – owszem – daje krzepę, ale akurat nie kolarzom w trakcie jazdy. A po wycieczce, po treningu to już zupełnie inna sprawa. Pokonując Velo-Dunajec krasimy lica w sposób naturalny – poprzez zadany sobie wysiłek i słońce na twarzy. Inne kraszenie lic potraktowane zostanie jak stosowanie dopingu i skutkować może długotrwałą dyskwalifikacją.

Jeśli więc zaczęła się jesień, to absolutnie nie oznacza, że skończył się sezon rowerowy. Owszem, kończy się sezon ogórkowy, ale rowerowy? Nigdy! Po prostu rozpoczęła się jego kolejna, inna, może nawet ciekawsza odsłona. Sezon kolarski trwa cały rok., Zmieniają się tylko rowerowe stroje, jakie na siebie zakładamy, zmieniają się opony na zimowe – a jakże! – i rowery zmieniamy na takie, które mniej się boją deszczu, a i na śniegu nieźle się czują. Ojej, ale tu się już chyba za daleko zapędziliśmy…

Wojciech Molendowicz

Multimedia