Back

VeloDunajec

VeloDunajec

Pamiętam ten moment bardzo dobrze. Rok temu, w sierpniu 2016 r., wysiadłem po raz pierwszy na stacji PKP Bogumiłowice. Jeszcze parę dni temu nie wiedziałem nawet, że taka istnieje. Nie miałem również świadomości, że od tego czasu zagości ona już na stałe jako miejsce startu i mety moich rowerowych wypadów. I to wszystko za sprawą kilkunastu kilometrów świeżo wylanego asfaltu na wałach Dunajca. Był to pierwszy wybudowany i oddany do użytku odcinek sieci VeloMałopolska. W pewnym sensie stanowił on taki poligon doświadczalny sprawdzający, jak wielki plan budowy nowych tras rowerowych w Małopolsce ma się do rzeczywistości.

Nie namyślając się zbyt wiele zdecydowałem sam zweryfikować to „pod kołami”.  Skrzyknąłem więc ekipę, zapakowaliśmy się do pociągu w Krakowie i podekscytowani ruszyliśmy do Bogumiłowic, skąd już o własnych siłach dotarliśmy do mostu w Ostrowie, gdzie zaczyna się  nowy odcinek VeloDunajec.

Pamiętam bardzo dobrze ten moment pierwszych ruchów korb i nabierania rozpędu na gładkich, wyasfaltowanych wałach nad rzeką. Jest dobrze – pomyślałem – bardzo dobrze… Uśmiechy moich kolegów dodatkowo potwierdzały moje odczucia. Pierwsze15 km między Ostrowem a Biskupicami Radłowskimi zleciały nam aż za szybko. Trzymanie się tzw. założonej prędkości projektowej (30 km/h) nie stanowiło żadnego problemu. Poczuliśmy, że naprawdę „dzieje się rowerowo”!  W końcu ktoś na poważnie podszedł się do tematu turystyki rowerowej.

VeloDunajec

Uczucie rowerowej euforii powtarzało się od tego czasu jeszcze wielokrotnie. Zarówno podczas poszukiwań budowanych wtedy odcinków Wiślanej Trasy Rowerowej, jak też pierwszych objazdów po kolejnych 12 km VeloDunajec (Biskupice Radłowskie – Wietrzychowice), o które w 2017 r. powiększyła się ta trasa. Z pewnością – jak chyba każdy rowerowy turysta – jestem uzależniony trochę od tego uczucia „odkrywania nowego”. Stąd może moja ciągła ochota na kierowanie rowerowej kierownicy w stronę świeżo budowanych fragmentów.

Nie mogłem więc odpuścić kolejnemu odcinkowi tej trasy, który w tym roku miał pojawić się między Zakopanem a Szczawnicą. Wiedziałem już, że z budową tego fragmentu nie będzie tak prosto jak z odcinkiem koło Tarnowa. Choćby z tej racji, że załatwianie spraw własnościowych wśród górali to czasem bardziej kręta i stroma droga niż podhalańskie podjazdy. Zresztą cały odcinek nad Jeziorem Czorsztyńskim to już o wiele bardziej skomplikowane przedsięwzięcie niż położenie asfaltu na wałach. Trasa jest w tym przypadku budowana w wielu miejscach od zera z wykorzystaniem kładek stokowych i innych obiektów inżynieryjnych. Musiałem to jednak „poczuć pod własnymi kołami”.

VeloDunajec

Tym razem niestety remonty na kolei uniemożliwiają bezpośrednie dotarcie z rowerem do Zakopanego.Parkuję więc samochód w Nowym Targu. Stamtąd Szlakiem Wokół Tatr oraz jeszcze świeżą drogą rowerową z Zok do Dudkówki docieram na Gubałówkę. 40 km świetnych asfaltów, może z 15 napotkanych po drodze samochodów, 1 solidny choć krótki podjazd (hej, to w końcu Podhale) – tak można by scharakteryzować ten genialny odcinek. Jeśli kogoś przeraża zjazd/podjazd na Gubałówkę – polecam wykorzystać kolejkę z Zakopanego, rower to dodatkowe 3 zł.

VeloDunajec

W ten sposób docieram do dworca kolejowego w Zakopanem, gdzie formalnie zaczyna się trasa VeloDunajec. Formalnie, bo może napiszę to od razu – od Zakopanego do Nowego Targu nie widać jeszcze żadnych prac nad trasą. Mimo, że jej przebieg bazuje w większości na istniejących drogach publicznych biegnących równolegle do „Zakopianki”, to brak jest jeszcze oznakowań trasy oraz przełączek, które trzeba wybudować, żeby zapewnić jej spójność w przyjętym standardzie Euro Velo. Nic to, zaprzęgam ślad gpx w telefonie do roboty i wyjeżdżam z miasta sprytnie poprowadzonymi opłotkami i potem dalej przez podhalańskie miejscowości i wioski, których nazwy chyba każdemu obiły się o uszy: Harenda, Poronin, Biały Dunajec, Szaflary. Sprawdźcie zresztą sami na www.bit.ly/mapaVeloDunajec

Przewyższenie na pierwszych 100 km tej trasy to ok. 400 m, więc jedzie się cały czas lekko w dół po spokojnych drogach, przecinając parę razy „Zakopiankę” (mam nadzieję, że będą zrobione w tych miejscach porządne przejazdy rowerowe, bo na razie liczymy na litość kierowców).

VeloDunajec / Szlak Wokół Tatr

Jeśli do tej pory znaliście te tereny tylko z okien samochodu, to polecam choć raz przejechać się tą rowerową alternatywą jak tylko powstanie. Macie na niej wszystko co najlepsze i zarazem najgorsze na Podhalu. Świetną podhalańską architekturę stojącą obok tej tandetnej, baseny termalne, puste o tej porze wyciągi narciarskie, karczmy regionalne, widok na Tatry i wartki nurt Białego Dunajca, którego trasa trzyma się dość ściśle. Dopiero za Szaflarami odbijamy na chwilę od rzeki, żeby dotrzeć do eleganckiego asfaltu Szlaku Wokół Tatr, którym przejedziemy przez okolice Nowego Targu (obie trasy mają na tym odcinku wspólny przebieg). Do brzegów Dunajca dojeżdżam ponownie po świeżo budowanym odcinku na terenie miasta. Widoczne prace budowlane w tym momencie kończą się na kładce pieszo-rowerowej łączącej nadrzeczne bulwary z terenem lotniska i rezerwatu Bór Na Czerwonem (polecam odwiedzić!).

Dalej niestety prac nad trasą jeszcze nie widać, ale jej przebieg jest naprawdę fantastyczny i widać drzemiący w niej olbrzymi potencjał. Jeśli nie straszna Wam jazda terenowa możecie zresztą sprawdzić to sami. Na porządne asfalty trzeba tu jeszcze poczekać. Do kiedy? Prace między Nowym Targiem a Dębnem mają rozpocząć się jeszcze w tym roku, natomiast zakończenie odcinka Zakopane – Nowy Targ wg nieoficjalnych zapowiedzi najwcześniej koło wakacji 2018 r.

Śledźcie profil: www.fb.com/velomalopolska – jak tylko pojawią sie jakieś informacje lub pierwsze prace w terenie, na pewno tam o nich usłyszycie.

Na razie czeka nas jazda „po staremu”, czyli solidny podjazd przez Frydman i Falsztyn, ale widoki na jezioro osładzają wszystko. Po zwiedzeniu zamku i zapory zjeżdżamy  w stronę elektrowni wodnej w Sromowcach Wyżnych. Teraz uwaga – kiedyś będzie tu bardziej elegancki zjazd. Na razie schodzimy gruntową ścieżką wzdłuż ogrodzeń elektrowni i praktycznie zaraz „za winklem" natrafiamy na maszyny budowlane pracujące nad końcówką kolejnego odcinka VeloDunajec (Sromowce Wyżne – kładka na wysokości Czerwonego Klasztoru). Brakuje na nim jeszcze oznakowań, ale odseparowane od ruchu samochodowego asfalty są już w większości gotowe. Miejscami trasa biegnie również po zwykłej drodze – głównie tam, gdzie naprawdę nie było już miejsca na jej osobny przebieg. Jak się jedzie po tym odcinku? Co tu dużo mówić – zobaczcie sami na filmie! Mam nadzieję, że udało się nam oddać euforyczne stany, jakich w tym miejscu doświadczyliśmy :–)

Dalej, za kładką w Sromowcach Niżnych wpadamy na tzw. Drogę Pienińską, która istnieje już od wielu lat i jest chyba „must see” każdego szanującego się rowerzysty. Ponieważ są to tereny parku narodowego, nawierzchnia jest mieszana: od ubitych szutrów i gruntówek po asfalt i kostkę. Jednak nie to  co pod kołami jest tu najważniejsze. Liczy się otaczający nas krajobraz, czyli Przełom Dunajca. Ten kawałek Pienińskiego Parku Narodowego, który w mojej opinii już dawno powinien trafić na listę UNESCO, warto zobaczyć nie tylko z perspektywy osławionych spływów Dunajcem, ale również z rowerowego siodełka.

Co dalej? Między Szczawnicą a Ostrowem prace nad trasą podzielone są na kilka etapów –szczegóły znajdziecie na bit.ly/mapaVeloDunajec. Na niektóre z nich są już podpisane umowy i prace powinny zakończyć się w okolicach września 2018 r. Kolejne czekają na rozstrzygnięcie przetargów lub ich ogłoszenie, tak żebyśmy całością mogli przejechać do roku 2020 (w wersji optymistycznej do 2019 r.). Ja cierpliwie na nie poczekam i zdam wam z nich kolejne relacje, bo VeloDunajec na swoich 240 km połączy wszystko, co w Małopolsce najbardziej urzekające.

Jarek Tarański

Multimedia